STRES POURAZOWY CYFROWY

To jest esej o stresie pourazowym cyfrowym, który każdy czytelnik sam odczyta jako krytykę Meta itp. „Stres pourazowy cyfrowy“: o tym, jak łatwo dziś stracić siebie w świecie, który miał nas chronić

Są takie momenty w życiu cyfrowym, które trudno opisać jednym słowem.
Nie są tragedią w klasycznym sensie, ale zostawiają po sobie ślad — jakby ktoś nagle wyciął kawałek twojej obecności i powiedział, że to „procedura”.
Psychologowie coraz częściej mówią o „stresie pourazowym cyfrowym”.
Nie jako o diagnozie, ale jako o nazwie dla doświadczenia, które pojawia się wtedy, gdy system, któremu zaufałeś, nagle przestaje widzieć w tobie człowieka.
To nie jest tekst o grach. To nie jest wpis o pikselach, levelach i wirtualnych mieczach.
To jest publicystyka o tym, jak łatwo dziś stracić tożsamość cyfrową, nawet jeśli robisz wszystko zgodnie z zasadami, regulaminem danej platformy społecznościowej.
Bo w świecie platform społecznościowych to nie człowiek decyduje o tym, kim jest.
Decyduje o tym algorytm, który nie zna twojej historii, twoich intencji, twojej pracy, twojej misji. Zna tylko wzór. A jeśli nie pasujesz do wzoru — znikasz.
„Stres pourazowy cyfrowy“ zaczyna się niewinnie: od komunikatu, że „coś naruszyłeś”.
Nie wiesz co. Nie wiesz kiedy. Nie wiesz dlaczego. To się kłóci z prawem przygotowanym przez Panią profesor Irene Roche Laguna. Wiesz tylko, że dostęp do twojej przestrzeni został odcięty, jakby ktoś zgasił światło w pokoju, w którym nadal siedzisz.
I nagle okazuje się, że to, co budowałeś tygodniami, miesiącami, czasem latami — może zostać wyłączone jednym twoim kliknięciem w przycisk pozostawiony w bałaganiarskim systemie platformy społecznościowej, która bez przerwy podlega remontom. Jest bałagan w systemie , a ty tylko klikasz. Nic nie jestes winny. Zostawili przyciski, formularze, procedury, które sie nagle urywaja, zostawili strony, grupy a ich administratorów juz nie ma w społeczności. Ich konta są wyłączone. Oni nie napisza usunięte, bo cały czas korzystają firmy Big Tech z danych osobowych krzywdzonych ludzi.
Nie bezposrednio przez człowieka po drugiej stronie. Pośrednio przez @zuck. Przez mechanizm, który sam nie rozumie własnych decyzji. „Potargany algorytm“.
To właśnie wtedy pojawia się strata symboliczna. Nie tracisz rzeczy materialnych.
Tracisz ciągłość, sprawczość, możliwość działania, bo system uznał, że jesteś problemem, choć jedyne, co zrobiłeś, to korzystanie z funkcji, które sam system udostępnił.
W psychologii mówi się, że trauma rodzi się tam, gdzie człowiek doświadcza bezsilności wobec siły większej od siebie.
W świecie cyfrowym tą siłą nie jest już państwo, nie jest instytucja, nie jest człowiek. Tą siłą jest platforma społecznosciowa, która ma władzę nad twoją widocznością, twoją komunikacją, twoją pracą, twoją misją społeczną.
I to jest najbardziej bolesne: że w świecie, który miał być „społecznościowy”, najbardziej samotny jesteś wtedy, gdy próbujesz odzyskać swoje własne konto.
„Stres pourazowy cyfrowy“ nie bierze się z przywiązania do internetu. Bierze się z tego, że internet stał się miejscem, w którym toczy się prawdziwe życie. A kiedy system karze cię za własne błędy, kiedy blokuje cię za działania, które sam umożliwił, kiedy oskarża cię o naruszenia, których nie popełniłeś — wtedy zaczynasz rozumieć, że cyfrowa trauma jest realna. I że nie powstała z twojej winy.
Bo człowiek nie powinien bać się tego, że platforma, która miała go wspierać, może go wyłączyć jak lampkę nocną. Nie powinien żyć w niepewności, czy jutro jego konto nadal będzie istnieć. Nie powinien czuć, że jest traktowany jak intruz w systemie, a nie jak partner Człowiek.
„Stres pourazowy cyfrowy“ to nie jest problem jednostki. To jest sygnał, że „cyfrowe domy“, które miały być bezpieczne, zaczęły przypominać labirynty, w których człowiek musi udowadniać, że jest niewinny — choć nikt go nie słucha. Na przykład w Polsce Ministerstwo Cyfryzacji. Wciąż „polskie DSA“ ma potężne opóźnienia w zaistnieniu w polskim systemie prawnym.
I może właśnie dlatego warto o tym mówić.
Nie z nienawiści.
Nie z zemsty.
Z troski o to, żeby świat, który miał nas łączyć, nie zaczął nas po cichu kruszyć.

Autor: Andrzej Szulecki - bloger "ChlorkowyBunt"
Tagi:
#facebook #Meta #stres pourazowy cyfrowy #platforma
społecznościowa #DSA #MSWiA #Polska #Ministerstwo Cyfryzacji
#Komisja Europejska #prawo #Irene Roche Laguna #psychologia